Kiedy warto mówić (nie)poprawną polszczyzną?

błędy język polski

“Po polskiemu” już od prawie 500 lat

W 1562 roku zostało opublikowane jedno z najważniejszych zdań w historii polskiego słowa pisanego. To właśnie Mikołaj Rej jako pierwszy zaczął pisać i wydawać w języku polskim. Jego zdanie: „A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają” na stałe zapisało się w historii naszego kraju. I tak, stopniowo zaczęła znikać łacina, a pojawił się nasz ojczysty język, który na przestrzeni lat ewoluował. Dlaczego o tym wspominam? Ano dlatego, że dzisiaj właśnie o języku będzie. Dosyć nietypowo, bo o sytuacjach w których czasami warto odejść od schematu i… popełnić błąd.

Istnieje wiele różnorakich rankingów, jedne bardziej obiektywne, inne mniej, ale w wielu to właśnie polski jest w czołówce  najtrudniejszych języków świata. Nie ma się czemu dziwić: mnóstwo przypadków, zasad ortograficznych i jeszcze więcej od nich wyjątków. („W świecie żyjątków, nic prócz wyjątków”). To wszystko sprawia, że nie tylko obcokrajowcy, ale także Polacy mają czasami problemy z przyswojeniem języka. Błędy językowe popełniamy wszyscy – nic odkrywczego. Jednak czasami… warto popularnego „byka” zrobić CELOWO! Zyska na tym Twój biznes, produkt, usługa i tym samym również Ty.

A gdyby tak popełnić błąd?

Zaraz, zaraz.. Mam mówić z błędami?! Przecież jak to będzie wyglądało. Co sobie o mnie pomyślą…” – spokojnie, istotą tego artykułu jest właśnie pewnego rodzaju rozgraniczenie. Niezwykle ważne jest uzmysłowienie sobie, kiedy warto takie błędy stosować, a kiedy absolutnie jest to zakazane, aby przypadkiem nie ucierpiał na tym Twój wizerunek eksperta i profesjonalisty. Dziś będzie o tym pierwszym.

Otóż, jak umiejętnie popełniać błędy, kiedy warto to robić i właściwie po co? Zrobimy odrobinę po bułgarsku i zaczniemy od końca. Nie da się ukryć, że w dzisiejszych czasach, skuteczne wyróżnienie się to jeden z ważnych elementów prowadzących do końcowego sukcesu. Jeżeli jesteś taki sam jak wszyscy – zostajesz w tyle, w myśl zasady: „Wyróżnij się albo zgiń”. I tutaj masz pole do popisu, albowiem celowe pomyłki językowe, mogą Ci w tym zdecydowanie pomóc. Oprócz tego, umiejętne i naturalne wprowadzenie takich zabiegów stylistycznych to również okazja do nawiązania z Twoim odbiorcą wyjątkowej interakcji. Jeżeli Twój klient będzie się dobrze bawił, to zapamięta Cię i co więcej.. w jego głowie uruchomi się kotwica pozytywnych skojarzeń… z Twoją marką!

Nie wiem czy pamiętasz kampanię reklamową pewnej marki lodów na patyku, w której samochody jeżdżąc po mieście, promowały produkty z treściwym napisem: „lódomania”. Ten na pozór błędny zapis, to nic innego jak zabawna gra słowna na bazie wyrazów: „lody” oraz „ludzie”. Po co zostało to zrobione? Przede wszystkim po to, aby zapaść w pamięć. Niewątpliwie słowo te wgryza się w umysł i nie wychodzi z niego tak łatwo. Zobacz sam, było to naprawdę dawno, a ja zapamiętałem je do dzisiaj. Zwróciłem uwagę na ten celowy błąd, a samo hasło zakotwiczyło się w moim umyśle. Lody + ludzie = lody dla ludzi… wszystkich ludzi. Dorzucając do tego jeszcze humor i dobrą zabawę, mamy markę lodów o której trudno zapomnieć.

Podobnie jest ze wszystkimi reklamami proszków do prania, środków czystości i płynów do mycia naczyń, posiadających tajemnicze składniki, które mają czynić cuda. Weźmy pod lupę prostą frazę, która pojawia się w spotach video dosyć często : „Płyn do mycia naczyń z minerałami”. Zaraz, zaraz… Coś tu chyba nie gra, prawda? Z tego zdania jasno wynika, że ktoś sprzedaje płyn, który będzie mył naczynia posiadające minerały. Z gramatycznej strony zdania, to naczynia mają te cudowne minerały. O co tutaj właściwie chodzi?

Bez sensu? Czy faktycznie autor tego hasła nie znał zasad gramatyki i nawet nie wie, że zrobił błąd? Otóż.. niekoniecznie. Przesunięcie kolejności słów to celowy zabieg, który ma sprawić, że odbiorca komunikatu zapamięta właśnie te tajemnicze minerały, mające sprawić, że już żaden brud czy tłuszcz na talerzu nie będzie problemem. Powiedz sobie na głos: „Płyn do mycia naczyń z minerałami” – taka konstrukcja pozwala wysunąć owe „minerały” na pierwszy plan, sprawić, że to właśnie one są zapamiętane przez umysł. Zaczynają tkwić w umyśle konsumenta i skłaniają go do kupna. Gdyby konstrukcja miała być w pełni poprawna i brzmieć: „Płyn z minerałami do mycia naczyń”, to, na niekorzyść producentów, tajemnicze minerały nie byłyby tak widoczne, zostałyby gdzieś pominięte przez umysł, a sam produkt byłby taki sam, jak setki innych. Zwykły płyn czy proszek – nic specjalnego: Nie poradzi sobie przecież z brudnymi naczyniami, bo te wyjątkowe minerały, które tak doskonale sobie radzą.. wtapiają się gdzieś w tłum”.

Zresztą kwestia celowego błędu, ma zastosowanie nie tylko w różnorakich spotach reklamowych, ale z powodzeniem może być obecna również w innych formach video. Jakich? To zależy wyłącznie od Twojej fantazji, bo zabawne mówienie z błędami językowymi… to nawet dobry pomysł w przypadku vlogów eksperckich!

Jak zrobić to dobrze

Musisz jednak uzmysłowić sobie, jak to zrobić, aby zyskała na tym Twoja marka, a odbiorca utożsamił Cię z geniuszem marketingu i promocji, a nie osobą, która nie potrafi posługiwać się swoim ojczystym językiem. Granica jest bowiem bardzo cienka i jeżeli Ci się nie uda, to Twój wizerunek może na tym naprawdę podupaść. Spokojnie – dam Ci kilka praktycznych wskazówek, dzięki którym cały proceder będzie zdecydowanie łatwiejszy i pewniejszy w realizacji:

  • Wyeksponuj błąd. Niech odbiorcy Twoich treści wiedzą, że zrobiłeś to celowo, a nie dlatego, że nie znasz zasad językowych. Dlatego mów i przedstawiaj tak, aby błąd od razu rzucał się w oczy. W przypadku różnorakich sloganów reklamowych czy nagłówków, które przedstawiasz w formie tekstowej, pomóc Ci mogą zabiegi graficzne (np. używanie wielkich liter w momencie, gdy stosujesz błąd). W przypadku video, dobrym sposobem na podkreślenie błędu jest mocniejsze zaakcentowanie wypowiadanego słowa czy zmieniony ton głosu. Wszystko musi jednak brzmieć naturalnie. „W świecie ŻYJĄTKÓW – nic prócz wyjątków”.
  • Twórz nowe słowa. Znajdź słowo, które najlepiej określa Twój produkt i połącz go już z jakimś istniejącym. Łam schematy, przekształcaj istniejące słowa, twórz neologizmy (nowe wyrazy na bazie już istniejących). Po prostu baw się językiem i czerp z tego niesamowitą przyjemność. Tutaj wzorem do naśladowania jest poeta Miron Białoszewski – mistrz tworzenia nowych słów na bazie już istniejących – „Muzo natchniuzo, tak Ci końcówkuję z niepisaniowości…” – mistrzostwo, prawda? Wpisz to zdanie z edytorze tekstu, a większość z wyrazów zostanie podkreślona, jako słowa, których nie ma w słowniku. Nieważne, że nie istnieją. Najważniejsze, że wyrażają naprawdę wiele i są łatwo zapamiętywane. Pomóc Ci może także proste ćwiczenie: zanim zaczniesz nagrywać video i wymyślać nowe słowa, możesz odrobinę potrenować i wypisać na kartce nowe wariacje. Z czasem wejdzie Ci to w nawyk i będziesz potrafił zrobić to na poczekaniu, przed kamerą. Taki Twój “drugi język”
  • Niech będzie to dla Ciebie i Twoich współpracowników przede wszystkim dobra zabawa. Rób to z pasji, a nie z poczucia smutnego obowiązku. Jeżeli będziesz tworzył na siłę, Twój klient od razu to zauważy i zamiast być twórcą zabawnych treści, zostaniesz odebrany, jako niepoważny przedsiębiorca. Przelej w to wszystkie swoje emocje, uczucia, zaangażowanie, a przede wszystkim mnóstwo uśmiechu i pozytywnej energii.
  • Cały czas się ucz. Zobacz, jak robią to najlepsi i ucz się od nich. Inspiruj, ale nie kopiuj. Wypracuj sobie swój własny styl. Wiesz, kto jest najlepszy „w te klocki”? Na pewno ich znasz. Poznałeś ich już jako dziecko, ale wtedy nikt Ci o tym nie powiedział. To poeci. Poeci jak nikt inny potrafią operować słowem – to dla Ciebie znakomita inspiracja. Zobacz, jak robi to Miron Białoszewski czy przede wszystkim Stanisław Barańczak.

Stanisław Barańczak – ucz się od prawdziwego mistrza

Najwybitniejszy z polskich tłumaczy angielskiej poezji: Stanisław Barańczak to prawdziwy mistrz i obowiązkowa lektura dla każdego, kto chce zacząć bawić się słowem. Barańczak nie tylko tłumaczył angielską poezję. On robił coś więcej – zachowywał w tłumaczeniach wyjątkowe emocje, które pierwotnie były obecne w oryginałach. Wielu tłumaczy przekłada jedynie angielski tekst na polski, zapominając o tym, że gdzieś po drodze gubione są wszystkie uczucia oraz emocje, które towarzyszą oryginałowi. A przecież to jest najważniejsze w tym wszystkim.

Na zakończenie pokażę Ci przykład, który zobrazuje, co właściwie mam na myśli. Barańczak na swoim koncie miał wiele wybitnych dzieł. Jednym z nich jest przekład na polski język poezji Ogdena Nasha – wybitnego amerykańskiego poety. „In the world of mules / there are no rules”dosłowne tłumaczenie to mniej więcej „W świecie mułów, nie ma reguł”. Niby poprawne i właściwe, ale brak tu tego czegoś wyjątkowego. Brak energii i tego „pałera”. W polskim wydźwięku zdanie te jest dosyć blade i pozbawione emocji. Ale od czego mistrz Stanisław Barańczak? Właśnie od zrobienia czegoś więcej, niż zwykły przekład z obcego języka. W efekcie powstało sformułowanie: „W świecie mułów, nie ma regułów” – i to właśnie pod takim tytułem poezja Nasha figuruje w naszym kraju. Chwytliwe, wyjątkowe i zapadające w pamięć, prawda? I jak? Już łapiesz o co chodzi w operowaniu pozornymi błędami językowymi? W tym przypadku błąd jest absolutnie nieistotny. Są emocje i dobra zabawa – i to się liczy.

Dlatego też, mówiąc o Twoim produkcie czy usłudze, zastanów się, czy nie możesz zrobić tego samego, co Stanisław Barańczak. Czasami warto zrezygnować z poprawności językowej na rzecz zawarcia czegoś cenniejszego… Czegoś, co wyróżni Twój produkt spośród setek innych. Pamiętaj jednak, aby zachować umiar, bo więcej – wcale nie oznacza lepiej.

To tyle przemyśleń z mojej strony. W kolejnym artykule rozpatrzymy drugą stronę medalu i przedstawimy sytuacje, w których warto zachować nienaganną polszczyznę tak, aby nie stracić wizerunku profesjonalisty i eksperta.

A Ty masz swoje ulubione przykłady niepoprawności językowej?

Bartłomiej Dusza

Autor: Bartłomiej Dusza

Kocham pisać i tworzyć, a z tekstem mam do czynienia praktycznie od zawsze. Thomas Edison kiedyś powiedział: "Nie przepracowałem ani jednego dnia w swoim życiu. Wszystko to była przyjemność" - myślę, że identyfikuję się z tymi słowami, chociaż mam dopiero 25 lat. Zawsze marzyłem o tym, aby swoją pracę traktować jako przyjemność. Bardzo się cieszę, że realizuję jedno ze swoich marzeń, co pozwala mi wkładać w to całe swoje serce oraz duszę.

W Doodle Wolf zajmuję się m. in. prowadzeniem bloga, obsługą social media, tworzeniem skryptów oraz zgłębianiem i poznawaniem tajników video marketingu.

W wolnym czasie prowadzę własnego sportowego bloga, piszę opowiadania oraz wiersze. Z wielkim zamiłowaniem oglądam także wszelkie wydarzenia sportowe, a nieustannie towarzyszy mi muzyka rockowa oraz klasyczna.

2 komentarzy

Autor: Ewa z Tekstowni.pl | 21 marca 2017 o 13:58

Takie błędy-niebłędy to częsty zabieg w budowaniu sloganów, ale też niezłe pole do manipulacji. Prof. Dariusz Doliński podaje taki przykład: “Pacjenci używający pasty X mają o 45% mniej ubytków”. Niby błąd, bo należałoby dodać jakiś punkt odniesienia (niż kto?). W rzeczywistości to celowy zabieg. Chodzi o to, żeby odbiorca dopowiedział sobie “niż ci, którzy używają innych past”, podczas gdy prawda jest taka: “niż mieliby, gdyby w ogóle nie myli zębów”.

Bartłomiej Dusza
Autor: Bartłomiej Dusza | 21 marca 2017 o 14:26

Dziękujemy za ten komentarz. Masz w zupełności rację. W zasadzie wiele sloganów reklamowych umiejętnie wykorzystuje takie marketingowe zabawy językiem. Przykład, który pokazałaś bardzo dobitnie to pokazuje. Zupełnie na tej samej zasadzie, co ten płyn z minerałami. Pozdrawiamy 🙂

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *